niedziela, 28 grudnia 2008

Jesteś zła, zła, ja to wiem, Sucho mi w gardle. Ty jesteś mój tlen.

Święta, święta i po świętach. I po mnie.

Jestem jak nasza poświętna lodówka, w której zostały już tylko same nieudane i nielubiane przez wszystkich wyroby, których nikt nigdy nie je i które tylko dla podtrzymania tradycji co roku pojawiają się na stole :]

Iście poświętne ze mnie drzewko. Oklapnięte i wyżarte z tych smacznych cukierków. Na mnie też wiszą już teraz tylko złote papierki dla niepoznaki. Witaj, apatio.

Serafin znowu nie umie sobie z sobą poradzić i zamienia się w Różę z Cudzoziemki. Nikt nie jest w stanie zrozumieć, że żadna rada nie zadziała, żadna nie ma sensu, bo ja nie mam siły. Mogę być tylko tą złą, okropną dziewczynką. Mogę wylewać na Ciebie wodę, mogę tysiąc razy odwracać się plecami, mogę mówić złe słowa, których sama się boję, mogę przyznawać Ci się do złych rzeczy i patrzeć, co zrobisz. Skoro nie mogę w żaden sposób być taka, jaka bym chciała, nie umiem być inna niż zła.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa i starania, ale wszystko jest dla mnie jest jak tłumaczenie muzyki niesłyszącemu. Nie jestem Beethovenem, nie zrozumiem, przepraszam.

I jesteś zła, zła ja to wiem,
Sucho mi w gardle Ty jesteś mój tlen.

czwartek, 25 grudnia 2008

Kot w butach.

Wiem, że dla niektórych problematyka obuwnicza może wydawać się "płaska jak chodnikowa płyta" (porównanie zasięgnięte z "Pani Bovary" Flauberta - z całą pewnością nieudolnie :)) i zbyt "przyziemna", ale nie wiedzą oni, jak ogromny może mieć ona wpływ na poczucie tożsamości! I w ogóle!

Kupiłam pierwsze w życiu buty na obcasie.

~werble~

Ja, Serafin, 180cm na bosaka, której wmówiono antyobcasowość już w momencie, gdy osiągnęłam poziom pachy mojej kochanej rodzicielki (czyli wcale nie niedawno), kupiłam sobie wbrew wszystkiemu (nawet bez wiedzy mego mężczyzny) moje pierwsze buntownicze buty na obcasie.

Jest na mnie rozmiar, czy tak? Skoro jeszcze istnieją buty nr 41 to muszą istnieć kobiety o zbliżonym do mojego wzroście. Jeżeli zaś istnieją buty nr 41 na wyższym obcasie, muszą istnieć kobiety o zbliżonym do mojego wzroście, które w nich chodzą. A skoro ja posiadam stopę w rozmiarze 41 i mam zbliżony do mojego wzrostu wzrost, i, co więcej, jestem kobietą (!), to czy ja nie mogę nosić takich butów? Nie mogę? Ależ mogę oczywiście! I od dziś to robię. Przynajmniej do wiosny.

Dobrze mi. Mój rebeliancki wybryk sprawił, że czuję się kobieco kobieca i w tej chwili nie przeszkodzi mi nawet kiedy ktoś się dziwnym trafem nie zachwyci moim jakże perfekcyjnym niczym u łani ruchem bioder podczas chodzenia :> :> :> Dopiero zdobywam tę życiową umiejętność, tak? :> Zresztą, samcza część rodziny wyraziła aprobatę, a pozostała przełamała swoje zakodowane opory i zgodziła się, że nie jest to tak absurdalny pomysł :)

Z mojej dzisiejszej notki obuwniczej warto przyswoić sobie iście czumbowską dewizę przeznaczoną na specjalne okazje, gdy rzeczy wydają się być z zasady NA NIE, ale właściwie nie do końca wiadomo dlaczego:

CZEMU BY NIE?

Wasz Serafin wyższy o raptem parę cm :*

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Jest tylko blada nocna lampka - łysa śpiewaczka.

Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie

Może mnie odwiedzisz
*

Tak właśnie powinnam zanucić, kiedy po raz kolejny, zaskoczona przez tak kosmiczną jak teraz godzinę, będę się zastanawiała czy kłaść się spać, czy może wziąć poranny prysznic.

Święta. Ubrałam choinkę. Odnoszę się do niej z największym ciepłem i nieukrywaną dumą :) Myślę, że ten fakt śmiało może rekompensować nie zrobienie niczego innego, co mogłoby uchodzić za czynność sensowną i obecnie najpilniejszą. Chyba że można do takich zaliczyć rozkoszowanie się świętym spokojem i odkrywanie coraz to nowych ścieżek dźwiękowych, wtedy może i tak. Dzisiaj przyszła kolej na soundtrack z filmu Billy Elliot, który opowiada o chudym i rudym chłopcu marzącym o zostaniu baletmistrzem, którego "prawdziwie męski" ojciec naturalnie nie podziela jego marzeń (mówiąc wyjątkowo delikatnie), bo zaplanował synowi karierę boksera. I tak dalej :)

Karpia w wannie nie udało mi się dzisiaj zastać. Może jutro wpadnie (jaka ja jestem paskudnie szydercza! :P)

Nie wiem czy to dzięki świątecznej atmosferze, czy może mojemu okresowi, który wreszcie unicestwił to paskudne napięcie, ale właśnie tego obecnego we mnie w tej chwili poczucia brakowało mi i wreszcie je dostałam. Mam chwilę dla siebie. Czuję błogość :) Mogę oglądać upragnione od dawna filmy, podłubać przy muzyce, spotkać się z niewidzianą od miesięcy, wytęsknioną Felicją, owijać arcykiczowatym świątecznym papierem prezenty i przyklejać do nich samoprzylepne kwiatki, położyć sobie małego czarnego Diesela** (który mieści się w swojej miseczce) na piersiach i słuchać jak mruczy trzy razy głośniej od siebie, leżąc pod kołdrą przy zgaszonym świetle ustalać z dziewczynami, jaka była chronologia wszystkich nieopowiedzianych cudownych wydarzeń i zajmować się rzeczami tak zwykłymi, głupimi, może nawet nudnymi, ale zarazem niezwykle przyjemnymi. Takimi, które ugłaskują cię od środka.

No dobra. Tak naprawdę to po prostu zajebiście się rozleniwiłam i jest mi z tym równie dobrze :D

Mógłby tylko jeszcze padać prawdziwy śnieg zamiast tego srania z nieba.


* Stare dobre małżeństwo, Czarny blues o czwartej nad ranem.

** kotek Andzi i Olgi :)

sobota, 20 grudnia 2008

Hello, I love you, won't you tell me your name?

W ramach świątecznego lenistwa słucham ścieżki dźwiękowej z filmu The Chocolat skomponowanej przez panią Rachel Portman (co się będę spoufalać) i popijam kawę z cykorią, która smakuje, wbrew wszelkim reklamom, zupełnie tak jak każda inna rozpuszczalna. Snuję przy tym swoje nieśmiałe noworoczne postanowienia. I im bardziej je snuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że na pewno nie mogłabym powiedzieć, że zaczęłam je od dziś.

Jakie postanowienia? Głównie tajemnicze oczywiście :) Ale na pewno chcę sobie pozwolić na więcej rozwijających przyjemności (to miało zabrzmieć podniośle :P). Zaczęłam od zapisania się w ramach wychowania fizycznego na taniec indyjski :) Po pierwszym semestrze właśnie tak będę mogła wam zatańczyć :P* Może nawet kiedyś zostanę gwiazdą Bollywoodu! :-)

Tymczasem w Białymstoku święta znowu zaczynają budzić we mnie niepokój odnośnie tego, co znajdę w wannie. Dziś były to jedynie namakające firanki. Czekam na karpia.

Ale właściwie to chciałam tylko powiedzieć Dzień dobry :)



*O ile mi tak zagracie :>