Kupiłam pierwsze w życiu buty na obcasie.
Ja, Serafin, 180cm na bosaka, której wmówiono antyobcasowość już w momencie, gdy osiągnęłam poziom pachy mojej kochanej rodzicielki (czyli wcale nie niedawno), kupiłam sobie wbrew wszystkiemu (nawet bez wiedzy mego mężczyzny) moje pierwsze buntownicze buty na obcasie.
Jest na mnie rozmiar, czy tak? Skoro jeszcze istnieją buty nr 41 to muszą istnieć kobiety o zbliżonym do mojego wzroście. Jeżeli zaś istnieją buty nr 41 na wyższym obcasie, muszą istnieć kobiety o zbliżonym do mojego wzroście, które w nich chodzą. A skoro ja posiadam stopę w rozmiarze 41 i mam zbliżony do mojego wzrostu wzrost, i, co więcej, jestem kobietą (!), to czy ja nie mogę nosić takich butów? Nie mogę? Ależ mogę oczywiście! I od dziś to robię. Przynajmniej do wiosny.
Dobrze mi. Mój rebeliancki wybryk sprawił, że czuję się kobieco kobieca i w tej chwili nie przeszkodzi mi nawet kiedy ktoś się dziwnym trafem nie zachwyci moim jakże perfekcyjnym niczym u łani ruchem bioder podczas chodzenia :> :> :> Dopiero zdobywam tę życiową umiejętność, tak? :> Zresztą, samcza część rodziny wyraziła aprobatę, a pozostała przełamała swoje zakodowane opory i zgodziła się, że nie jest to tak absurdalny pomysł :)
Z mojej dzisiejszej notki obuwniczej warto przyswoić sobie iście czumbowską dewizę przeznaczoną na specjalne okazje, gdy rzeczy wydają się być z zasady NA NIE, ale właściwie nie do końca wiadomo dlaczego:
CZEMU BY NIE?


6 komentarzy:
Czy to jedna z tych niespodzianek, o których " W żadnym razie się nie dowiem, dopóki nie zobaczę" ?;>
właśnie ta :P
edytaaaaa...
ale nie zakładaj tego przy mnie :D
masz nawet i piec kropek . . . . .
Edyty nigdy zbyt wiele, czyż nie? :)
:D bo się zaraz popłaczę :D :*
Prześlij komentarz