sobota, 20 grudnia 2008

Hello, I love you, won't you tell me your name?

W ramach świątecznego lenistwa słucham ścieżki dźwiękowej z filmu The Chocolat skomponowanej przez panią Rachel Portman (co się będę spoufalać) i popijam kawę z cykorią, która smakuje, wbrew wszelkim reklamom, zupełnie tak jak każda inna rozpuszczalna. Snuję przy tym swoje nieśmiałe noworoczne postanowienia. I im bardziej je snuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że na pewno nie mogłabym powiedzieć, że zaczęłam je od dziś.

Jakie postanowienia? Głównie tajemnicze oczywiście :) Ale na pewno chcę sobie pozwolić na więcej rozwijających przyjemności (to miało zabrzmieć podniośle :P). Zaczęłam od zapisania się w ramach wychowania fizycznego na taniec indyjski :) Po pierwszym semestrze właśnie tak będę mogła wam zatańczyć :P* Może nawet kiedyś zostanę gwiazdą Bollywoodu! :-)

Tymczasem w Białymstoku święta znowu zaczynają budzić we mnie niepokój odnośnie tego, co znajdę w wannie. Dziś były to jedynie namakające firanki. Czekam na karpia.

Ale właściwie to chciałam tylko powiedzieć Dzień dobry :)



*O ile mi tak zagracie :>

5 komentarzy:

lady aldonna pisze...

nnnno, zaszczycona się czuję, iż pierwszego kommenta wstawić radośnie mogę :D

na taniec indyjski.. miodek! zdaj relację, gdyż jest on [od początku studiów!] moim celem!

ps. oj, oj, wyłącz weryfikację słów.......

atyde pisze...

gdzie wyłączyć? :P zaraz poszukam :)

Aldonno! Myślałam, że Twoim celem był taniec brzucha :)

mała pisze...

"(to miało zabrzmieć podniośle :P)"
- jak zwykle się uśmiałam :)

Anonimowy pisze...

Czuję się wielce zaszczycony tytułem bloga który brzmi: "Kobieta faceta od laminatu", gdyż jak się domyślam chodzi o mnie ;D I moją Kobietę, czyli Edytkę Serafin ;*
Dziękuję i powodzenia na nowym blogu życia;*

atyde pisze...

:D dziękuję :*