piątek, 3 kwietnia 2009

W chodnikowe płyty wbite słońca promienie!

Postanowiłam nauczyć się sprawiać sobie ból i, co więcej, nauczyć się udawać, że wcale mnie to nie boli. Czasami pytam się "Po co? Czy dotychczas było aż tak źle? Niby nie". Zawsze jest ze mną ta dobrze znana gula w gardle, tak, że kiedy w końcu się mnie pozbędzie, chyba będę czuła się nieswojo i samotnie.

Ale w tym moim małym masochizmie, który pewnie wydaje się na pierwszy rzut oka paradoksalny, tkwi pewna nadzieja na coś więcej, na coś podstawowego, na coś "ponad". Nie chodzi już o zmiany, które mają ugłaskać moje nastroje. Nie chodzi o to oszukiwanie się dla uniknięcia przykrości. Szukam silniejszej broni. Uciekałam od wielu rzeczy i żadna z tych ucieczek nie przyniosła mi ulgi. Wtedy zdałam sobie sprawę, że to ja jestem zagrożeniem. Ja jestem tym filtrem między światem i środkiem. Trefnym.

Rzekłabym, że rozpoczyna się we mnie taka "praca u podstaw" :]

Postanowiłam nauczyć się sprawiać sobie ból i, co więcej, nauczyć się udawać, że wcale mnie to nie boli. W świetle kwietniowego słońca w dziwny sposób nabiera to jednak pewnego uroku. I nie wydaje się już pozbawione znaczenia.

5 komentarzy:

olga pisze...

.

atyde pisze...

:)

mała pisze...

nic nie zrozumiałam :D

atyde pisze...

dziwnym nie jest :)

obawiam się, że tylko ja sama mogę rozkminić tę notkę :P i to też chwilami nie do końca :]

Pasqui pisze...

takie słońce po straszliwej zimie, co miała trwać wieczność powoduje, ze wszystko jest niezrozumiała. Ale dziwnym trafem jakoś to nie przeszkadza...