... if you keep re-reading the last one.
Oczywiście, że wciąż jestem dumna. Jestem dumna, że się odważyłam. Ja, wiecznie niedojrzały Serafin, robiący w gacie za każdym razem, kiedy trzeba zadzwonić w jakiejś sprawie, drżący przed drzwiami sekretariatów, dziekanatów i biur, ja - wstydniś, ja - tchórzofretka... bla bla bla, tyle razy już mówiłam o tym, że to super, bo uwierzyłam i dałam radę.
Oczywiście, że wciąż uważam, że dziesięć miesięcy w Olo było jednym z najurodzajniejszych okresów w moim życiu. Chlubię się, chwalę się, jestem pod wrażeniem. Ale dziś zdałam sobie sprawę, że jestem pod tym wrażeniem już przez rok. A kiedy cieszysz się z czegoś przez rok, wtedy ta radość staje się smutna, bo to trochę tak, jakby przez rok nic innego cię nie ucieszyło. I jak jesteś z czegoś dumna przez rok, wtedy czujesz się trochę tak, jakbyś z niczego innego przez ten rok nie mogła być dumna.
Kiedy odkryłam "czeskość", z przyjemnością przygarnęłam to przyjazne dla mnie poletko i pochłonęłam je jako jakąś tam część swojego "ja", ale kiedy to zaczyna być niemalże jedyną rzeczą, którą twoi znajomi mogą o tobie powiedzieć, a może, co gorsza, jedyną rzeczą, którą sama o sobie od roku mówisz, wtedy to definiowanie siebie tylko przez ten jeden pryzmat zaczyna być naprawdę smutne.
Nie wiem, co się złożyło na ten rok, skoro jakoś mi to uleciało, skoro niczego nie zauważyłam. Ale robi mi się już trochę niedobrze od słuchania samej siebie - słuchania o Olo (wróciłam rok temu), o byłych chłopakach (ostatni - rok temu), o nowo poznanych (przed co najmniej rokiem) ludziach, od ekscytowania się przygodami sprzed lat i od powtarzania swoich życiowych prawd, które w zasadzie wciąż są w porządku, ale trochę straciły na uroku od czasów, kiedy były odbiciami bieżących (wówczas) wydarzeń, wypływały z nowych (wówczas) doświadczeń, a teraz skostniały i zgubiły ten pierwiastek nowego odkrycia, świeżego uświadomienia sobie, jaki im na początku towarzyszył. Jestem znużona.
Cały rok czekałam, żeby coś się znowu zadziało.
Teraz chyba w końcu przyszedł czas na to, żeby samemu coś zadziać.
Teraz chyba w końcu przyszedł czas na to, żeby samemu coś zadziać.


2 komentarze:
mamy chemię, kochana. Wiem kiedy raz na miesiąc wejść na twojego bloga, żeby była nowa notka. I to taka ładna i mądra. Już chcę się spotkać znów.
A dalej? Blog się urwał akurat kiedy dokonujesz ruchu do przodu może powiesz czy za pierwszym był kolejny?
Prześlij komentarz