wtorek, 24 kwietnia 2012

Nieistnienie.

Nadszedł długo wyczekiwany okres pisania prac rocznych = notki czas.

Pozrzędzę. Jestem Serafinem nielotem. 

jestem serafinem nielotem
i choć powinnam się wziąć za robotę
ze wszystkich sił nie chcieć próbuję
tego, czego mi brakuje
bo tylko na to mam ochotę

Poniosło mnie :]

Poniosło, ale sama z siebie wznieść się ostatnio właśnie nie mogę. Mimo wielości skrzydeł.
Wznieść się nad moje E.S. 

Rozciamciałam się. Za dużo się zwierzam, za mało się trzymam w sobie. Poszłam na szwie. Wierz mi, to nieistnienie jest najpiękniejszą rzeczą, jaką mogę ci ofiarować (Do widzenia, do jutra, reż. Janusz Morgenstern). A ja chyba ostatnio istnieję za bardzo. Zdążyłam się już pozachłystywać swoją samowystarczalnością i już mam dość, więc mówię: mogę się sobą podzielić. Ale nie miałabym mówić. Ludzie nas chcą, dopóki nas nie mają, dopóki nie mogą mieć. Dopóki myślą, że nie mogą. A ja ostatnio wręcz krzyczę "Weź mnie!" (i jeszcze o tym napiszę na blogu, dla pewności, żeby na pewno było wiadomo, że krzyczę). I mam wrażenie, że im bardziej się otwieram, tym wydaję się tańsza, łatwiejsza, słabsza. I tym samym tracę wartość. I nawet jak nie krzyczę z siebie, to wciąż krzyczę całą sobą. I na nic to wszystko. Ja już nawet nie tyle chcę tego, czego chcę, ale chociaż chcę na powrót nie chcieć. Ja się o to chcenie nie prosiłam. Mogę odstąpić. Więc staram się o tym nie myśleć. Jak? Myśląc: "nie myśl o tym". O dziwo nie skutkuje. 


1 komentarz:

atyde pisze...

bzdury, bzdury, bzdury.