- Dobra, mam pomysł. Jeśli teraz jest już pięć po siódmej to nie idę i kładę się dalej spać, bo jeśli jest już pięć po to nie zdążę na autobus - zerka na zegarek - kurwa, jest dopiero dwie po... - Olga.
Wprawdzie ostatnio jest bardzo mokro i zdecydowanie za zimno jak na maj, ale powietrze jest tak bardzo pachnące, jakbym po wyjściu z domu była pochłaniana przez chmurę Chanela (czy tam Armaniego). Do końca zajęć zostały około dwadzieścia cztery dni (nigdy nie pamiętam, czy liczy się razem z tym dzisiejszym czy bez niego). Pijąc z Olgą poranną balkonową kawę w tym kwiatowym smogu zachciało mi się prawie płakać. Pomyślałam, że nie mam w sobie ani trochę tej szkolnej euforii wynikającej ze zbliżających się wakacji. Wcale ich nie chcę. Było super. Polubiłam olgowe zwyczaje, rozkłady autobusów, panie w D.H.Tarchomin, nawet te wstrętne gołębie, które wciąż usiłują uwić gniazdko na naszym balkonie (może dlatego, że nigdy nie musiałam pozbywać się ich jajka), ludzi zasypiających w autobusach z dziwnymi minami, naszą pękniętą deskę klozetową, która szczypie w dupę. Nie zdążyłam się też znudzić ani gramatyką opisową, ani diachronem, a już na pewno nie czeskim i nie Matyldą. Lubię studiować. Już zawsze chcę studiować i kiedy osiągnę "oczko", chyba przestanę liczyć swoje lata, nie dlatego, żebym uważała, że jestem specjalnie stara, ale żeby biegły wolniej i żebym mogła się nimi nacieszać do obrzydzenia. Czuję niedosyt. Mam wrażenie, że kiedy tylko coś zaczyna się rozkręcać, wtedy jak na złość się kończy. Jest to jednak niedosyt wesoły. Niedosyt Wesoły - ktoś powinien się tak nazywać. Jest to niedosyt wesoły, bo mówi do mnie tak: "Ja, Niedosyt, jestem w gruncie rzeczy oznaką czegoś dobrego. Skoro mnie czujesz, musi to oznaczać, że Ci się bardzo podobało, że naprawdę lubisz obecny stan rzeczy. Dlatego właśnie będziesz za nim tęsknić. Proste. Obecny stan rzeczy jest wypadkową wszystkich twoich najdrobniejszych decyzji. Można wobec tego powiedzieć, że obierałaś dobre ścieżki, Edyto". Mało to mądre, a już na pewno nie odkrywcze, ale tak mi właśnie mówi, więc piszę.
Majaczę. Co ja właściwie robię o tej porze? Dziś wyjątkowo nie musiałam wstać na ósmą. Juwenalia wyparły zajęcia z czeskiego. Chyba trzeba pospać jeszcze godzinkę.
Sennie pozdrawiam.


2 komentarze:
jej, ale słodkie notki piszesz ostatnio ;)
lubię to bardzo!:*
Prześlij komentarz