środa, 28 kwietnia 2010

Wake me up if I’m sleeping.

A.

Najlepiej jest niczego nie oczekiwać. Nie myśleć, jakie coś powinno być, nie szukać spolegliwości (o proszę, a byłam pewna, że nigdy nie użyję tego słowa), wyzbyć się poczucia, że ktokolwiek do nas należy, że czegoś powinniśmy się spodziewać. Dzięki temu czyjaś wola, żeby z nami być (w szerokim rozumieniu), nabiera jakiejś cudowności. Dzięki temu pozbywamy się ryzyka rozczarowań. Możemy tylko wciąż na nowo zachwycać się, kiedy się na siebie otwieramy, a jeśli nie, wtedy nie czujemy goryczy. Uwielbiam być zaskakiwana tym, że tyle mnie z kimś łączy, mimo że nie wyobrażałam sobie nawet, że cokolwiek będzie. Przypadkowe zespolenia, bez presji, że powinny zaistnieć, że powinny się utrzymywać. Bez tworzenia tej zabawy dla kilkulatków w dopasowywanie kształtów. Bez przygotowywania form o określonych konturach, które ktoś ma wypełniać. Trójkąt w trójkąt, gwiazdka w gwiazdkę. Odwrotnie. Lepiej dostrzegać po fakcie, że coś się dopasowało i się tym zadziwiać. 

B.

Nawet nie wiemy jak bardzo jesteśmy zdolni do tego, aby kreować coś, co pojmujemy jako jakąś zewnętrzność. Możemy swoimi myślami stwarzać swoją przyszłość (od razu nasunęła mi się czeska budoucnost, nie jest taka napuszona). Chyba sama trochę boję się w to wierzyć, chociaż w sumie nie wiem czemu. Myślę, że może taka wizja obarcza mnie zbyt dużym poczuciem odpowiedzialności za siebie i za to, co mnie czeka. Mimo to jakoś nie mogę odrzucić tej teorii. Przytrafiło mi się zbyt wiele rzeczy, które sobie "wyśniłam". Nieświadomie, ale w jakiś niemal przewidujący sposób. Tylko, że pod "przewidywanianiem" pobrzmiewa jakieś przekonanie, że to, co nas czeka, jest już ustalone i tylko czasem do nas przecieka jako przeczucie. A przecież może mieć to inną chronologię. Może właśnie to, że o TYM intensywnie myślimy, że TEGO pragniemy sprawia, że w końcu się nam TO wydarza. 


Czuję się jakbym sama sobie zaprzeczała. Moje A i moje B jakoś się ze sobą kłócą. Teoretycznie oczywiście nie - można wizualizować przyszłość dzień po dniu, tworzyć idealne scenariusze, przeżywać je jakby były teraźniejszością, a jednocześnie pozwalać jej (przyszłości) na małe nieposłuszeństwa, zdawać sobie sprawę, że czas realizacji wyznaczonych przez nas "zadań" nie jest w żaden sposób określony. Można budować myślami budoucnost, ale jednocześnie nie oczekiwać od niej, że zajmie dokładnie wyznaczone przez nas miejsce. Teoretycznie. Ale to nie takie proste. Zresztą im dalej w las, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nawet w teorii się to nie zgrywa. Wychodzi na to, że wierzę w sprzeczności.

Ostatnio piszę jak jakaś wariatka. Obiecuję, że niedługo znowu wrzucę coś o studiach, muzyce, dobrym lub złym humorze albo spóźniającej się miesiączce. 

Tęsknię za Felicją. Nie wiem co z nią jest.

niedziela, 4 kwietnia 2010

I've got one hand in my pocket and the other one is flicking a cigarette.


BIEGUN CIEPŁA - BIEGUN ZIMNA
Poczucie bezpieczeństwa - adrenalina. Czułość - seks. Wygrzewanie się w słońcu na białym piasku plaży - stanie nad przepaścią. Wysłużone trampki - buty na obcasie. Oglądanie seriali z pudełkiem lodów na kolanach - przeżywanie filmu albo sztuki każdym kawałkiem siebie. Bridget Jones - Frida. Dur - moll. Patrzenie sobie w oczy - patrzenie sobie na usta. Normalność, zwyczajność - niezwykłość, wyjątkowość. Edytka - Edyta. Poczucie, że jest się puzzlem, niezbędnym elementem całości - poczucie, że jest się kimś spoza, sama na wierzchołku świata. Bliskość - namiętność. Harmonia, spokój, łagodność - napięcie, podniecenie, dreszcze. Akceptacja - podziw. East West Rockers, The Beatles - Nine Inch Nails, Tori Amos. Otwartość - tajemnica. Radość - melancholia. Słodycz, urok - zmysłowość. Prostolinijność - duma. Lekkość w sercu - Płomień nisko w brzuchu. Twoja mała - femme fatale. Gitara, bębny - akordeon, fortepian. Teraźniejszość - wspomnienia i marzenia. Natura - metafizyka. Truskawki, lody i reds sun - coffee & cigarettes. Spełnienie, poczucie jakiejś kompletności - nienasycenie, tęsknota. 

Czy tylko nasze wydelikacone i kapryśne pokolenie jest skażone wiecznym poczuciem jakiegoś braku, czy może my wszyscy, ludzie, zawsze tacy byliśmy i będziemy? Trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona, cudze jest smaczniejsze niż nasze, a owoc zakazany kusi. Chodzi o to, żeby gonić zajączka, a nie żeby go dogonić. I tym podobne. I tak dalej. Tylko, że ja czasem czuję się jak jakiś chomik pomykający w tym swoim kółeczku donikąd. Zbyt rzadko i na zbyt krótko zatrzymuję się, żeby nabrać oddechu. 

Oscyluję między swoimi dwoma biegunami. Dążę do ciepła, a kiedy je osiągam, mróz wydaje mi się bardziej pociągający. Kiedy docieram do zimna, już po chwili czuję się źle i znowu chcę się ogrzać. Chciałabym przynajmniej nieco dłużej zabawiać na poszczególnych biegunach. Nigdy się niczym nie nasycę? Zawsze będę goniła swój ogon, stanowiła jakieś nieznośne perpetuum mobile? 

Jest zima - chcemy wiosny. Jest wiosna - chcemy lata. Latem jest nam za gorąco. Mamy żonę - chcemy poszaleć. Jesteśmy wolni - chcielibyśmy się ustatkować. Chcielibyśmy mieć wszystko naraz. Jednak nawet jeśli byśmy to osiągnęli, zaczęlibyśmy znowu tęsknić do tego, aby odczuwać tylko jeden z tych aspektów. Chcielibyśmy mieć tylko zimne i tylko ciepłe jednocześnie. Chcielibyśmy nie musieć wybierać. Rozszczepiać się na każdym rozdrożu swego życia i podążać obiema ścieżkami równocześnie. Później moglibyśmy usiąść przy jakimś niebiańskim biurku nad niebiańskim notesem, dzierżąc w ręku ołówek z jakiejś niebiańskiej Ikei, przeanalizować wszystkie te nasze drogi, wybrać najlepszą, oddać brodatemu jako taki projekt i z niego właśnie zostać rozliczeni. Pewnie byłoby prościej. Ale tak nie jest. 

Może i dobrze? Przecież ta wizja z projektem brzmi okropnie. Tyle różnych wariantów naszego życia sprawiłaby, że jakoś przestałoby ono być już nasze. Przede wszystkim już jakoś nie można by o nim myśleć jako o pewnej całości. Tymczasem tak naprawdę, dzięki jego jednorazowości, jest ono nasze do tego stopnia, że możemy je nawet dowolnie spartolić. Zależy tylko od nas. To, jaką drogą wrócimy do domu może decydować o tym, czy miniemy się z kimś, kto diametralnie zmieniłby nasze życie, czy też nie. 

To taka nieustanna zabawa w ciepło - zimno, tylko nie wiadomo, czego szukamy. Nigdy nie jesteśmy pewni czy to, co znaleźliśmy to już TO, czy może da się zajść jeszcze goręcej. 

Rzekło Oko:
„Panowie, piszcie swoje życie.
Proszę jednak nie bazgrać, na margines nie wyłazić,
Proszę pisać należycie.”
Oko jednak ma świadomość,
że pisać jest trudno.
Nie traktujcie jednak notatek,
jak gdyby były na brudno


["Siedmiu nie zawsze wspaniałych", Lao Che]