Jestem bezdomna. Moje rzeczy osobiste dzielą się na te, które w nieprzyjemnych kupkach zajmują przestrzeń wiktorowego pokoju, te, które poupychałam na tych półkach, których rodzice nie zdążyli jeszcze zapełnić swoimi rzeczami, te, które pewnie zgubiłam w swojej dawnej klitce i te z mojej walizki, wiecznie rozbebeszone, które przewożę z miejsca w miejsce, czekając, aż ich czas nadejdzie. Sprawia to na mnie smutne wrażenie niepotrzebności. Ich i mojej. Jakby już nigdzie nic na nas nie czekało. Zastanawiam się, czy zawsze już tak będzie.
Olgo, marzy mi się każde gniazdko, byleby już nie miało tego paskudnego wrażenia tymczasowości. By moja przyszła ściana nad łóżkiem zarosła w zdjęcia i plakaty, klejona mocno, bez strachu, że za chwilę trzeba ją będzie i tak ogałacać, żeby moje ubrania mogły odetchnąć w zupełnie nieprowizorycznej szafie, żeby polubił mnie widok za oknem, a buty, jak zawsze nieidealne, wydeptały sobie stałą trasę na autobus. Żebym wreszcie wiedziała w którą stronę WYRUSZAM, a w którą WRACAM.
Olgo, marzy mi się każde gniazdko, byleby już nie miało tego paskudnego wrażenia tymczasowości. By moja przyszła ściana nad łóżkiem zarosła w zdjęcia i plakaty, klejona mocno, bez strachu, że za chwilę trzeba ją będzie i tak ogałacać, żeby moje ubrania mogły odetchnąć w zupełnie nieprowizorycznej szafie, żeby polubił mnie widok za oknem, a buty, jak zawsze nieidealne, wydeptały sobie stałą trasę na autobus. Żebym wreszcie wiedziała w którą stronę WYRUSZAM, a w którą WRACAM.


2 komentarze:
hope we'll find something:*
a co powiesz na wracanie do jedynego domu, który jest tak obcy, jak pokój z najgorszych do wyobrażenia sobie wakacji? ;(
na koniec zawsze jest najlepiej, a jeżeli nie jest najlepiej, to znaczy, że to jeszcze nie koniec naszej wędrówki :)
Prześlij komentarz