środa, 15 kwietnia 2009

Przez ciemne fale powrócę tu.

Przeżywam wiosenną lawinę katharsis.

Nawet nie próbuję pisać pracy rocznej z Historii literatury staropolskiej. Znam się na sobie trochę i wiem, że w sytuacji, kiedy mam coś sklecić, zwykle przez dwa tygodnie histeryzuję, że nigdy tego nie zrobię, po czym kiedy nadchodzi moment kryzysowy i MUSZĘ - siadam i piszę. Wprawdzie dzieje się to zwykle w nocy przed terminem oddania pracy i mam wrażenie, że wyglądam jak smok, z którego para uchodzi uszami i nozdrzami, a moje oczy są przekrwione i wypływają z orbit (tak się skupiam), ale ten sposób zawsze daje jakiśtam rezultat. Postanowiłam, że tym razem przynajmniej wykorzystam czas, który zwykle przeznaczam na panikę, na coś bardziej... życiowego?

Jak więc wyglądają moje ferie wielkanocne? Staram się unikać frustracji, która czasem dopada mnie, gdy czytam forum mojej studenckiej grupy, na którym jej członkowie piszą "Napisałam już trzy strony i nie wiem co dalej! To straszne! (Wprawdzie mam cały tydzień na napisanie pozostałych trzech do siedmiu stron, ale to przecież takie straszne! Wprawdzie nie jestem w takiej dupie jak Edyta Serafin, która nawet nie przeczytała opracowania tekstu, o którym pisze, co więcej, dopiero dziś skończyła czytać samą literaturę podmiotu, ale mimo wszystko jestem skończona!)". Tak, jestem troszkę ironiczna i paskudna :> Owszem, owszem.

Poza unikaniem frustracji nadrabiam zaległości w oglądaniu seriali. Grey's anatomy porywa mnie ostatnio znacznie bardziej niż historia literatury. Przykro mi, to smutne, kajam się :P.

Poza nadrabianiem zaległości w oglądaniu seriali - lawina czegoś w rodzaju katharsis właśnie. Coś się znowu ze mną dzieje. Znowu się wzruszam jak ten ślimak :-)

Jeżdżę z Wiktorem na motocyklu i czuję się magicznie. Motocykliści są jak żeglarze - pozdrawiają się przy mijaniu. Przez to zresztą chce mi się jeszcze bardziej rejsu. I lubię to latanie. Lubię jak włosy wyfruwają mi spod kasku i obijają się o moje plecy. Lubię wychylać się zza prawego ramienia Wiktora i kłaść na nim swoją brodę wtulając się mocniej w jego ogromne w motocyklowej kurtce plecy :). I operować głową tak, żeby przy większych prędkościach nie zatykało mi nosa :P

Znowu odwiedzam dawny pokój Wiktora. Czuję jak wszystko pachnie jak kiedyś, wygląda jak kiedyś, przypomina kiedyś. Pókój, który ma zielone ściany, bo ja wtedy ubóstwiałam zielony. Pokój, który pojawił się w życiu Wiktora później ode mnie i już się skończył. A ja nie.

Z Felicją spędzam sześć godzin (od 21 do 3 w nocy) na naszej osiedlowej ławeczce (takie z nas trochę blokerki :>) i nie możemy przestać gadać. Widzimy się od jednych świąt do drugich, kiedy akurat cudem złoży się tak, że ja jestem w Białymstoku, a Fela nie pracuje ani nie ma zajęć. I nic się nie zmienia. Zupełnie nic. Ciągle znamy się. Ciągle możemy mówić o każdej najgłupszej, najsmutniejszej, najszszęśliwszej czy najdziwniejszej dla nas rzeczy. I mamy podobnie. I czujemy się blisko. Zmieniamy się, ale nie w tych najważniejszych kwestiach. Po dziewięciu latach znajomości (w tym pięciu latach codziennej przyjaźni) przez trzy lata spotykałyśmy się tylko średnio raz w miesiącu. Teraz spotykamy się jeszcze rzadziej. Zupełnie rzadko. I nic. Ciągle musimy same się strofować, że już czas do domu. I nigdy wtedy tam nie idziemy. Ani za pierwszym, ani za drugim, ani za trzecim razem. Dopiero gdy czujemy się jak dwie kostki lodu i dochodzimy do spóźnionego wniosku, że we wczesnowiosenne noce piździ niemalże jak zimą, musimy się rozejść. To też magiczne.

Znowu Białystok i znowu wiosną zrobił we mnie trach. Znowu chce mi się przeżywać :> Chcę się rozpłakiwać, cieszyć, chwytać momenty. Mat, zapytałaś mnie kiedyś co lubię tak naprawdę bardzo, tak najbardziej. Wiem, że chodziło Ci bardziej o hobby, a trudno to nim nazwać, ale ja najbardziej, na pewno, uwielbiam, kocham EMOCJE. Żywe emocje :) Wiem, że jestem paskudnie niesmacznie patetyczna, ale jest mi tak dobrze, że mam to gdzieś.

Więc jak widać naprawdę nie mam głowy ani chęci na pisanie żadnych prac - semestralnych, rocznych czy moich życiowych.
I właściwie w pewien sposób tak cholernie się z tego cieszę :)

16 komentarzy:

atyde pisze...

Wiem, to bardzo dłuuuuuga notka i można by ją właściwie podzielić na dwie, ale nie planowałam jej specjalnie. Enjoy :>

lady aldonna pisze...

ja bardzo enjoy, bo jesteś w większej dupie ode mnie ]:-> :* ale poradzimy sobie :*

jesteś super Edzia :*

mała pisze...

"Wiem, że jestem paskudnie niesmacznie patetyczna, ale jest mi tak dobrze, że mam to gdzieś"

- jesteś :D :*

atyde pisze...

no widzisz, mała. a ja taka jestem przede wszystkim :)

wiktor pisze...

"Wiem, że jestem paskudnie niesmacznie patetyczna, ale jest mi tak dobrze, że mam to gdzieś."
Nie jesteś ;D
Zapomniałem Ci powiedzieć. Gdy odstawiłem Cię motocyklem pod galerię, wyjechałem na miasto i przestraszyłem się dziwnym chłodem w plecach. Dopiero po chwili zorientowałem się, że po prostu nie siedzisz już za mną:)
(LOL)(ROTFL) ;P

atyde pisze...

:D

mała pisze...

edyta lamusie, to było że zaiste jesteś super, jako rzecze aldona, a nie paskudnie niesmacznie patetyczna!!! :D

atyde pisze...

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa :D trzeba było tak od razu :D dzięki :P :P :P

mała pisze...

no nie wierze no

mała pisze...

shame on me

mała pisze...

o, byłaś tu
znaczy jesteś

cześć :p

Matylda pisze...

maxi słodziak notka *_*
mnie też to wkurza. znaczy na gro. chociaż najbardziej mnie sfrustrowała ta ciążowa metafora, z główką, nóżkami i kadłubkiem :D

a emocje to dobre hobby

atyde pisze...

<3

Leonard pisze...

Oi!

najlepiej pisac to co lezy na sercu ( a nie prace semestralne )


Pozdro z Tajlandii***

olga pisze...

dlaczego tu tak pusto:|

atyde pisze...

za dużo się dzieje! :) i za dużo muszę zrobić... :(