niedziela, 22 lutego 2009

Świat za szybą przysiądzie jak szary ptak.

Jakoś nie ma mnie we mnie.

Nawet kiedy naprawdę dobrze się bawię jest w tym jakieś małe ziarnko goryczy nieznanego pochodzenia. A ja go szukam i nie wiem, skąd się wywodzi. Rozglądam się, zaglądam w siebie (nie wizualizować sobie zbyt dosłownie :]) i niby nigdzie go nie ma, ale jednak jest. Brakuje mi jakiejś esencji, mnie. Czasem mam wrażenie, że jestem jak jeden z tych budynków, które mijamy codziennie po drodze i gapimy się na nie, ale gdyby ktoś pokazał nam ich fotografię, bylibyśmy pewni, że widzimy je po raz pierwszy. Niby jestem, ale mnie nie ma. Wiem, że jest świetnie, czuję, że jest przyjemnie, ale skoro nie do końca jestem to nie mogę do końca się cieszyć.

Czasem już nawet nie wiem czy dobrze się bawię czy może nauczyłam się myśleć, że dobrze się bawię. Czasem mam wrażenie, że przerzuciłam się na tryb oszczędnościowy, który mówi za mnie, śmieje się za mnie, reaguje za mnie, a ja śpię sobie smacznie w środku tego robota.

A może to raczej ziarnko grochu? Może jestem księżniczką wielce delikatną na kacu...?

Chce mi się ponicniemówić, ponicnierobić, pospać. Potrzebuję męskich ramion mego księcia. Natychmiast.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Aaja Nachle!

Dzisiejszy dzień wlał we mnie nowe życie :) Wedle zasady, że powinniśmy postępować tak, jakbyśmy chcieli, żeby nasze postępowanie było ogólnym prawem, postanawiam WYSYPIAĆ SIĘ. Gdyby wszyscy się wysypiali, nie byłoby chyba ludzi niezadowolonych :) Mówię to ja, która pierwszy raz po ciężkich doświadczeniach w trakcie ferii spędziłam 9 błogich godzin w ramionach Morfeusza.
I jest mi tak doooOOOOoooOOOoooOOOoooOOOooobrze :>

Jeśli zaś chodzi o taniec indyjski, mam wrażenie że jest on teleportem do innego świata :) Wiem, że może nie powinnam się wypowiadać po pierwszych zajęciach, kiedy to nauczyłam się jedynie prawidłowo wypiąć pupę, ułożyć dłonie, ruszać biodrem i prawie prawidłowo (z naciskiem na prawie :>) machać po indyjsku główką na boki, a już zupełnie nie udało mi się nauczyć iść do boku ruszając biodrem i machając główką w stronę, w którą się idzie, jednak zaczęłam powoli odlatywać na wschód :)

Będziemy tańczyć do utworu z filmu "Zatańcz ze mną (Aaja Nachle)". Prawdopodobnie do TEGO :) Chociaż układ będzie pewnie nieco uproszczony :P Nie wierzę w swoje możliwości AŻ TAK :P

Przestałam się bać. Dziewczyny są sympatyczne (czytaj: nie znają tańca indyjskiego w równym stopniu co ja :P), ul. Burdzińskiego znajduje się o połowę bliżej, niż mogłaby na to wskazywać mapa na Googlach, a na dodatek mogę sobie kupić indyjskie bransoletki bez wyrzutów sumienia, bo przecież będą pełniły jedynie rolę istotnego rekwizytu w tańcu :>

Tymczasem lecę randkować z Renesansem (tym razem postaram się go nie wystawić :>), a w wolnych chwilach dalej opalać się sokiem marchewkowo - brzoskwiniowym.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Grunt to rodzinka.

Dumnie głoszone przeze mnie ostatnio powiedzenie "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" znowu zostało zdetronizowane przez stare, dobre i jakże uniwersalne "Wszędzie dobrze, gdzie ciebie nie ma" :>

I to by było na tyle.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Czujesz, że ile masz lat?

Ja, No Smoking Orchestra, pomarańcze, ciepły koc w brązową kratę, cappuccino śmietankowe, najpiękniejszy na świecie bukiet żonkili i tulipanów od Wiktora oraz paluch wyglądający z rajstop koloru morskiego (bo szablokoty szybko odrastają) siedzimy w moim małym zielonym kąciku przy świetle słabej lampki i, spoglądając z nienawiścią na nieszczelne okno, które chucha na nas zimnem, zastanawiamy się, który film obejrzymy dzisiejszej nocy.

W takich wieczornych chwilkach życie znowu zawęża się do tego przyziemnego, bezpiecznego, cieplutkiego TERAZ. I znowu zapominam czego ostatnio się bałam.

Tylko czasem. Tylko czasem mi się przypomni, że myślałam dziś o tym, że chyba nigdy nie będę się czuła tak dorosła, jak wydawali mi się ludzie, w których teraz jestem wieku, gdy ja byłam od nich młodsza (trudno to ująć w słowa :P). Wiem, że czas się rozpędza i subiektywnie płynie coraz szybciej. I proszę się nie śmiać, ale czuję się stara, kiedy zdam sobie sprawę, że ludzie urodzeni w dwutysięcznym roku wcale nie raczkują, tylko chodzą do trzeciej klasy podstawówki. Nienormalne :P Tak więc czuję się staro, ale tylko kiedy zagapię się na kalendarz i po chwili zdam sobie sprawę że 2009 to nie łabędź, cycki i połowa serduszka, tylko rok bieżący. Poza tym czuję się ciągle jak bachor.

Trudno mi się w środku pogodzić. Raz myślę o tym, że chciałabym się zapaść pod ziemię, bo ta baba z autobusu chyba właśnie dostrzegła moją znowu nieumyślnie umazaną flamastrami łapę, a Ci koledzy moich koleżanek pewnie uważają mnie za idiotkę, bo raz iście końsko się zaśmiałam, a zaraz po chwili martwię się tym, że jeśli chcę mieć wcześnie dziecko, to będę musiała szybko znaleźć jakąś pracę po studiach, a nie wiadomo, czy będzie tak łatwo. Dotykają mnie problemy przeróżnej klasy :)

Tak wygląda dojrzewanie emocjonalne czy cośtam? Tak jak wydłużenie rąk nastolatka często przegania wzrost jego tułowia, co sprawia, że tymczasowo wygląda jak małpolud, albo jak wzrost jednej nogi przegania wzrost drugiej, tak mój instykt macierzyński wyrasta ponad poczucie odpowiedzialności, a pragnienie własnej świadomości przegania stabilność samooceny? W takim razie, gdybym miała zilustrować moje wnętrze, wyglądałoby jak prawdziwy mutant :]

Ale teraz się tym znowu chwilowo nie martwię. Myśli upycham pod ciepłym kocem w brązową kratę i zapijam cappuccino. Dodatkowo za chwilę ubiorę je w ciepłe skarpety. Czasem trzeba mieć takie swoje małe TERAZ, żeby nabrać sił na dalsze przygody :)

Wybraliśmy. Dziś w nocy nadszedł czas na Drżące ciało Pedro Almodovara. Nie dosłownie :>