poniedziałek, 16 lutego 2009

Aaja Nachle!

Dzisiejszy dzień wlał we mnie nowe życie :) Wedle zasady, że powinniśmy postępować tak, jakbyśmy chcieli, żeby nasze postępowanie było ogólnym prawem, postanawiam WYSYPIAĆ SIĘ. Gdyby wszyscy się wysypiali, nie byłoby chyba ludzi niezadowolonych :) Mówię to ja, która pierwszy raz po ciężkich doświadczeniach w trakcie ferii spędziłam 9 błogich godzin w ramionach Morfeusza.
I jest mi tak doooOOOOoooOOOoooOOOoooOOOooobrze :>

Jeśli zaś chodzi o taniec indyjski, mam wrażenie że jest on teleportem do innego świata :) Wiem, że może nie powinnam się wypowiadać po pierwszych zajęciach, kiedy to nauczyłam się jedynie prawidłowo wypiąć pupę, ułożyć dłonie, ruszać biodrem i prawie prawidłowo (z naciskiem na prawie :>) machać po indyjsku główką na boki, a już zupełnie nie udało mi się nauczyć iść do boku ruszając biodrem i machając główką w stronę, w którą się idzie, jednak zaczęłam powoli odlatywać na wschód :)

Będziemy tańczyć do utworu z filmu "Zatańcz ze mną (Aaja Nachle)". Prawdopodobnie do TEGO :) Chociaż układ będzie pewnie nieco uproszczony :P Nie wierzę w swoje możliwości AŻ TAK :P

Przestałam się bać. Dziewczyny są sympatyczne (czytaj: nie znają tańca indyjskiego w równym stopniu co ja :P), ul. Burdzińskiego znajduje się o połowę bliżej, niż mogłaby na to wskazywać mapa na Googlach, a na dodatek mogę sobie kupić indyjskie bransoletki bez wyrzutów sumienia, bo przecież będą pełniły jedynie rolę istotnego rekwizytu w tańcu :>

Tymczasem lecę randkować z Renesansem (tym razem postaram się go nie wystawić :>), a w wolnych chwilach dalej opalać się sokiem marchewkowo - brzoskwiniowym.

2 komentarze:

mała pisze...

czyli jarasz sie.

atyde pisze...

jaram :]