piątek, 15 lipca 2011

Jeszcze przyjdzie tu po nas anioł z powietrzną trąbą.

Pisać, pisać, znowu pisać. Zacząć znowu używać tego kreta na życie. Przepchnąć, przetkać. Kiedy nie napiszesz, myśl się w tobie za bardzo plącze. A kiedy napiszesz, już masz to wyprasowane, gładkie, możesz myśleć dalej. Najgorzej jest przy guzikach i na kołnierzu, tam czasem zostają fałdki, ale mimo wszystko, tak ogólnie, twoje wnętrze nie jest już tak pomięte, kiedy napiszesz. Ostatnimi czasy prasowałam swoją koszulę  zdecydowanie zbyt rzadko. Nie przyłożyłam się, olałam sprawę. Czas nad tym zapracować.

 Wcale nie dorastam. Nowe doświadczenia, zamiast zrzucać mi klapki z oczu, tylko utwierdzają mnie w dawnych prawdach, przed którymi nigdzie nie uciekniesz. W Czechach też cię znajdą (może powinnam uciec przed nimi trochę dalej). Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie. Jestem wstrętna, bo nie umiem się cieszyć teraźniejszością. Nawet świadomość, że to takie gonienie za własnym ogonem, nie pomaga. Jak ta pani z filmu Czekolada, która, kiedy poczuje nowy powiew wiatru, jakkolwiek by jej nie było dobrze, czuje, że znowu musi spierdalać.

Jestem jak ten chomik w kółeczku. Musi się dziać. Czasem tylko zatrzymam się na chwilę, żeby odsapnąć, ale zaraz znowu przebieram łapkami. Koło musi się toczyć.  Koło fortuny. Nie wiesz, czy będzie lepiej, czy może gorzej, ale zawsze będzie inaczej. To ekscytujące. Dziej się, świecie! 

Jeszcze przyjdzie tu po nas anioł z powietrzną trąbą.
Sprawi, że pewnego pięknego dnia wypierdolą nas z pracy.
Zabiorą nam mieszkania.
Odejdą od nas żony.
Będą się dziać rzeczy straszne.
I znów staniemy się wolni.

 [Jacek Podsiadło]

poniedziałek, 11 lipca 2011

Maria Komornicka, Biesy.

„Pastwiłam się nad nią i pieściłam ją, groziłam i zaklinałam, szydziłam z niej i modliłam się do niej, rozplatałam jej cudne, złotokare włosy, rozchylałam purpurowe usta nad świecącymi zębami, zgrzytałam i całowałam, wiązałam ją kajdanami i wypuszczałam na wolność, w nadziei, że ją ta wspaniałomyślność rozbroi, że ją moje rozkochane szaleństwo z powrotem przywabi. I zawsze to samo: uciekała mi.
A wtedy zrywałam się z pęku skór, chwytałam nóż – i gnałam w nowym pościgu za nią, za łupem moim nigdy na zawsze nie zdobytym, za nigdy na dosyć nie posiadaną niewolnicą, za bożyszczem moim – ŻYCIEM.”
[Maria Komornicka, Biesy]