środa, 26 maja 2010

Tak mi z sobą nie do twarzy.

Wszystkie optymistyczne i afirmujące życie teorie, które każdego dnia próbuję dzielnie tworzyć, posiadają jedną podstawową, ale dotkliwą wadę - rodzą się wtedy, kiedy jest mi dobrze (co w sumie jest dość oczywiste), więc właśnie wtedy, kiedy w gruncie rzeczy ich nie potrzebuję. Kiedy natomiast dopada mnie zło i rzeczywiście by mi się przydały, okazują się tak ściśle przywiązane do tamtej lepszej strony, że zupełnie nie chcą się od niej oderwać i przyjść mi z pomocą. Przeraża mnie, że w takich momentach wszystkie moje wartości, wszystko co uważam w swoim życiu i w sobie za dobre, wszystkie pozytywy, którymi się obudowuję, żeby jakoś to szło, dla mnie samej wydają się mało warte. Nie słucham swoich własnych rad i nie przekonują mnie moje własne przekonania. W jednej chwili wszystko się we mnie zawiesza i nie znajduję żadnego RESTART. Myślę sobie wtedy "Pamiętam, że wczoraj wszystko wydawało mi się naprawdę w porządku. I chyba nawet w siebie wierzyłam. Skąd to wzięłam? Gdzie wtedy byłam? Bo bym tam sobie wróciła".  Czemu to tak niezależne ode mnie? Czemu sama nie jestem w stanie okiełznać swoich nastrojów? Czemu wiją się we mnie jak chcą dopóki ktoś nie okiełzna ich tak odgórnie, zewnętrznie? Serafin znowu spadł z nieba prosto na dupę (taki trochę ze mnie fallen angel można powiedzieć :>). 

Wiem, że to niedojrzałe i słabe, ale zgubiłam swoją marchewkę na kijku i nic nie na to nie poradzę. Potrzebuję nagrody jeszcze zanim na nią zasłużę. Potrzebuję, żeby ktoś uwierzył we mnie, a ja wtedy sprawię, żeby miał ku temu podstawy. Żeby ktoś uznał, że dam sobie radę, a nie będę miała innego wyjścia. Powiedział, że jestem w porządku - okażę się naprawdę niezła. Docenił moje starania - postaram się. Pogratulował - odniosę sukces. Dał mi medal - zdobędę go. Pomyślał, że jestem dla niego ważna - zrobię wszystko, żeby taka być. Obrzucił moją scenę kwiatami - wyjdę na nią. 

Nie próbuję być naprawdę dobra, bo za bardzo się boję, że się okaże, że nie potrafię.

P.S. "Pani Edyto, wiem, że stać panią na ocenę bardzo dobrą z pracy semestralnej, więc od razu wpiszę ją pani do indeksu, a pani doniesie mi pracę na za tydzień" - o tak, to by było piękne :>

piątek, 7 maja 2010

Daniella, be my Cinderella. You are the best damn thing that ever happened to me.

- Dobra, mam pomysł. Jeśli teraz jest już pięć po siódmej to nie idę i kładę się dalej spać, bo jeśli jest już pięć po to nie zdążę na autobus - zerka na zegarek - kurwa, jest dopiero dwie po... - Olga.

Wprawdzie ostatnio jest bardzo mokro i zdecydowanie za zimno jak na maj, ale powietrze jest tak bardzo pachnące, jakbym po wyjściu z domu była pochłaniana przez chmurę Chanela (czy tam Armaniego). Do końca zajęć zostały około dwadzieścia cztery dni (nigdy nie pamiętam, czy liczy się razem z tym dzisiejszym czy bez niego). Pijąc z Olgą poranną balkonową kawę w tym kwiatowym smogu zachciało mi się prawie płakać. Pomyślałam, że nie mam w sobie ani trochę tej szkolnej euforii wynikającej ze zbliżających się wakacji. Wcale ich nie chcę. Było super. Polubiłam olgowe zwyczaje, rozkłady autobusów, panie w D.H.Tarchomin, nawet te wstrętne gołębie, które wciąż usiłują uwić gniazdko na naszym balkonie (może dlatego, że nigdy nie musiałam pozbywać się ich jajka), ludzi zasypiających w autobusach z dziwnymi minami, naszą pękniętą deskę klozetową, która szczypie w dupę. Nie zdążyłam się też znudzić ani gramatyką opisową, ani diachronem, a już na pewno nie czeskim i nie Matyldą. Lubię studiować. Już zawsze chcę studiować i kiedy osiągnę "oczko", chyba przestanę liczyć swoje lata, nie dlatego, żebym uważała, że jestem specjalnie stara, ale żeby biegły wolniej i żebym mogła się nimi nacieszać do obrzydzenia. Czuję niedosyt. Mam wrażenie, że kiedy tylko coś zaczyna się rozkręcać, wtedy jak na złość się kończy. Jest to jednak niedosyt wesoły. Niedosyt Wesoły - ktoś powinien się tak nazywać. Jest to niedosyt wesoły, bo mówi do mnie tak: "Ja, Niedosyt, jestem w gruncie rzeczy oznaką czegoś dobrego. Skoro mnie czujesz, musi to oznaczać, że Ci się bardzo podobało, że naprawdę lubisz obecny stan rzeczy. Dlatego właśnie będziesz za nim tęsknić. Proste. Obecny stan rzeczy jest wypadkową wszystkich twoich najdrobniejszych decyzji. Można wobec tego powiedzieć, że obierałaś dobre ścieżki, Edyto".  Mało to mądre, a już na pewno nie odkrywcze, ale tak mi właśnie mówi, więc piszę.  

Majaczę. Co ja właściwie robię o tej porze? Dziś wyjątkowo nie musiałam wstać na ósmą. Juwenalia wyparły zajęcia z czeskiego. Chyba trzeba pospać jeszcze godzinkę.

Sennie pozdrawiam.