Bez przerwy trrrrrrrrrrrrrr.
Jedno trrrr trrrr trrrr - nie słyszę. Po chwili znowu trrr trrrr trrrr - nic.
Trzecie trrr trrr trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr - wariuję.
Trzecie trrr trrr trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr - wariuję.
TrrrrrrrrrRRRrRrRrrrrrRRRRrrrRRrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrRRRRrrrrrrrrrrrRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR.
Aż znienawidziłam piosenkę The Hives - Walk Idiot Walk.
- To nie odbieraj po prostu.
No i co z tego? Odebrać czy nie odebrać - kwestia drugorzędna. Męczy mnie tylko to wciśnięcie mnie w postać TELEFONO-MAJĄCĄ-ODEBRAĆ. A już wciskanie mnie w tę rolę z taką częstotliwością - mordercze.
- To wyłącz po prostu ten telefon.
Na chwilę jest mi lżej. Ale już po chwili jestem osobą TELEFONO-WYŁĄCZAJĄCĄ-ŻEBY-NIE-SŁYSZEĆ-JAK-DZWONI, a w gruncie rzeczy wciąż osobą TELEFONO-MAJĄCĄ-ODEBRAĆ.
Nic z tego.
Nic z tego.
Tak jak w tym jakimś tam dowcipie o ludziach w autobusie - jakby ktoś pierdnął mi przed nosem i kazał nie wąchać.
I tak ze wszystkim.
I tak ze wszystkim.
Stawianie kogoś w jakiejś sytuacji - najbardziej zmyślna forma zniewolenia.
Właściwie nie można się od niej uwolnić. I nie można jej udowodnić.
Właściwie nie można się od niej uwolnić. I nie można jej udowodnić.
Myślałam, że już przeszło, ale czas marzeń o moim małym niebycie trwa.
Utopię telefon, laptopa, świat. I pojadę, obiecuję. GDZIEŚ.
(Ciekawe czy tę utopię też utopię*).
(Ciekawe czy tę utopię też utopię*).
Tylko czy ma ktoś pożyczyć zegarek na rękę?
Może być i na nogę. Tylko nie w telefonie.
http://www.youtube.com/watch?v=BF0SccCAnfQ
Może być i na nogę. Tylko nie w telefonie.
http://www.youtube.com/watch?v=BF0SccCAnfQ
*pozdrawiam Lao Che.

