Jest tak ZWYCZAJNIE dobrze.
To czasem oznacza najgorzej. Znowu użyłam autopilota, który za mnie pokonuje trasę do poszczególnych miejsc przeznaczenia. Nie przekracza bezpiecznej prędkości, stosuje się do znaków drogowych, a ja ucinam sobie drzemkę na tylnym siedzeniu. Czasem wychylę głowę zza fotela i spojrzę na drogę, aby skontrolować sytuację, ale dalej nic.
Dzisiaj na chwilę obudził mnie Shishkin. Zasłuchałam się, struchlałam, obgryzłam paznokcie, próbowałam zapamiętać to, co mną zatrzęsło najbardziej, ale tylko poczułam się jak niemowlę, które mogłoby powiedzieć więcej, gdyby umiało mówić. Mi też brakło słów i sfrustrowana nieznajomością muzycznej terminologii znowu zapadłam w sen.
Na chwilę wsiadłam też za kółko, kiedy w niedużym pokoju naszego mieszkania usłyszałam dziś na żywo bóstwo w trzech osobach - Ich grolle nicht Schumanna w wykonaniu kochanej Olgi Siemieńczuk i jej nowych znajomych ze śpiewu - Gosi Bartkowskiej i Zbyszka Malaka (Ich grolle nicht z Cudzoziemki!). Nie słyszałam tego nigdy wcześniej i nigdy wcześniej nie wiedziałam co znaczą te słowa. Róża przypomniała mi o sobie w nowym wydaniu. Chciałam nawet podrzucić ją do domu, ale nie wiedziała gdzie to jest. Wróciłam do drzemki.
Tak, jestem zachwycona moim "muzycznym mieszkaniem". Jestem zachwycona ludźmi, których spotykam. Jest mi tak dobrze, tak sto razy jesienniej niż zwykle. Ale sama kurczę się w środku przytłoczona tym wielkim znaczeniem dookoła mnie. Chciałabym czasem nie być jedynie wdzięcznym odbiorcą. "Jesteś zbyt krytyczna wobec siebie". Czy "zbyt" to nie wiem, ale jestem, to prawda.
Znowu zgubiłam zamysł. W każdym razie tęsknię za hamulcem, sprzęgłem i pedałem gazu.
To czasem oznacza najgorzej. Znowu użyłam autopilota, który za mnie pokonuje trasę do poszczególnych miejsc przeznaczenia. Nie przekracza bezpiecznej prędkości, stosuje się do znaków drogowych, a ja ucinam sobie drzemkę na tylnym siedzeniu. Czasem wychylę głowę zza fotela i spojrzę na drogę, aby skontrolować sytuację, ale dalej nic.
Dzisiaj na chwilę obudził mnie Shishkin. Zasłuchałam się, struchlałam, obgryzłam paznokcie, próbowałam zapamiętać to, co mną zatrzęsło najbardziej, ale tylko poczułam się jak niemowlę, które mogłoby powiedzieć więcej, gdyby umiało mówić. Mi też brakło słów i sfrustrowana nieznajomością muzycznej terminologii znowu zapadłam w sen.
Na chwilę wsiadłam też za kółko, kiedy w niedużym pokoju naszego mieszkania usłyszałam dziś na żywo bóstwo w trzech osobach - Ich grolle nicht Schumanna w wykonaniu kochanej Olgi Siemieńczuk i jej nowych znajomych ze śpiewu - Gosi Bartkowskiej i Zbyszka Malaka (Ich grolle nicht z Cudzoziemki!). Nie słyszałam tego nigdy wcześniej i nigdy wcześniej nie wiedziałam co znaczą te słowa. Róża przypomniała mi o sobie w nowym wydaniu. Chciałam nawet podrzucić ją do domu, ale nie wiedziała gdzie to jest. Wróciłam do drzemki.
Tak, jestem zachwycona moim "muzycznym mieszkaniem". Jestem zachwycona ludźmi, których spotykam. Jest mi tak dobrze, tak sto razy jesienniej niż zwykle. Ale sama kurczę się w środku przytłoczona tym wielkim znaczeniem dookoła mnie. Chciałabym czasem nie być jedynie wdzięcznym odbiorcą. "Jesteś zbyt krytyczna wobec siebie". Czy "zbyt" to nie wiem, ale jestem, to prawda.
Znowu zgubiłam zamysł. W każdym razie tęsknię za hamulcem, sprzęgłem i pedałem gazu.

