Wróciłam z wnętrza stackiej puszczy.
Uwolniłam wszystkie stęchłe ubrania z równie stęchłej torby, przywitałam się z takim wytworem cywilizacji jak spłuczka toaletowa, pierwszy raz od miesiąca wykąpałam się w wodzie, co do której nie miałam wątpliwości, czy aby nie jest brudniejsza ode mnie i czy aby na pewno zanurzenie się w niej przyniesie zamierzony skutek i zrobiło mi się jakoś smutno. Za szybko przywykłam. Tylko przez chwilę dziwił mnie sufit nad głową. Przez bardzo krótki, za krótki moment dom wydał mi się pudełkiem od zapałek. Na jakąś milisekundę ogarnęło mnie zdziwinie, że nie widzę tu żadnych biegających na golasa ludzi. A później wszystko prysło i było tak zwyczajnie, jakbym wcale nie wróciła kwadrans temu po całomiesięcznym rozkosznym bezmieściu.
Właściwie chciałam już wracać, ale i tak mam w sobie dziwny żal, że mogłam bardziej wykorzystać ten czas i że gdyby obóz zaczął się w trzecim tygodniu, wtedy byłoby jeszcze lepiej. Oczywiście jest to absurdem, bo wtedy byłby on na nowo tygodniem pierwszym, ale tak jakoś ma się czasem wrażenie, że świat też się spóźnia.
Amplitudy nastrojów w naszym związku osiągają coraz to okazalsze wyniki. Jestem z nich oczywiście dumna, ponieważ są one realizacją mojego manifestu życia przepełnionego najżywszymi emocjami, aczkolwiek czasem zaplątuję się we własne sieci. Wtedy wysyłam pełne trwogi SMSy do Andżelki, które ona odczytuje sto lat później i oddzwania, kiedy my właśnie zdążyliśmy już z powrotem przenieść się na szczyt sinusoidy, co sprawia jej ogromny zawód, bo znowu nie może wygłosić swojej wielkiej pocieszycielskiej mowy, przygotowanej specjalnie na tę okazję :) W każdym razie jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Jak się jedzie motocyklem, wtedy wszystko pachnie tysiąc razy mocniej.
Żegna Was trochę zmęczony i bardzo dziś bzdurny Serafin.
Uwolniłam wszystkie stęchłe ubrania z równie stęchłej torby, przywitałam się z takim wytworem cywilizacji jak spłuczka toaletowa, pierwszy raz od miesiąca wykąpałam się w wodzie, co do której nie miałam wątpliwości, czy aby nie jest brudniejsza ode mnie i czy aby na pewno zanurzenie się w niej przyniesie zamierzony skutek i zrobiło mi się jakoś smutno. Za szybko przywykłam. Tylko przez chwilę dziwił mnie sufit nad głową. Przez bardzo krótki, za krótki moment dom wydał mi się pudełkiem od zapałek. Na jakąś milisekundę ogarnęło mnie zdziwinie, że nie widzę tu żadnych biegających na golasa ludzi. A później wszystko prysło i było tak zwyczajnie, jakbym wcale nie wróciła kwadrans temu po całomiesięcznym rozkosznym bezmieściu.
Właściwie chciałam już wracać, ale i tak mam w sobie dziwny żal, że mogłam bardziej wykorzystać ten czas i że gdyby obóz zaczął się w trzecim tygodniu, wtedy byłoby jeszcze lepiej. Oczywiście jest to absurdem, bo wtedy byłby on na nowo tygodniem pierwszym, ale tak jakoś ma się czasem wrażenie, że świat też się spóźnia.
Amplitudy nastrojów w naszym związku osiągają coraz to okazalsze wyniki. Jestem z nich oczywiście dumna, ponieważ są one realizacją mojego manifestu życia przepełnionego najżywszymi emocjami, aczkolwiek czasem zaplątuję się we własne sieci. Wtedy wysyłam pełne trwogi SMSy do Andżelki, które ona odczytuje sto lat później i oddzwania, kiedy my właśnie zdążyliśmy już z powrotem przenieść się na szczyt sinusoidy, co sprawia jej ogromny zawód, bo znowu nie może wygłosić swojej wielkiej pocieszycielskiej mowy, przygotowanej specjalnie na tę okazję :) W każdym razie jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Jak się jedzie motocyklem, wtedy wszystko pachnie tysiąc razy mocniej.
Żegna Was trochę zmęczony i bardzo dziś bzdurny Serafin.

