piątek, 19 czerwca 2009

Czy można kochać i być zakochanym jednocześnie?

Zamiast zagłębiać się w mroki średniowiecza, jak by tego oczekiwała Teresa Michałowska, postanowiłam wreszcie obejrzeć ten paskudny, przereklamowany, babski i pozbawiony oryginalności, rozczarowujący film - Vicky Cristina Barcelona.

Oczywiście, że kłamię! Podobał mi się przecież, bo jestem durną babą, która kocha się w takich kobietach jak Frida czy też właśnie Maria Elena i całe życie ubolewa nad tym, że ma za mało odwagi, żeby być taka jak one. Mam dziwny pociąg do takich artystycznych wariatek. (Tak zupełnie na marginesie, moim największym erotycznym marzeniem jest zdecydowanie Penelopa :>).

Nie uważam, żeby to był obiektywnie najlepszy film mojego życia. Rozumiem, że mógł nie być tym, czego się niektórzy spodziewali, ale chyba mam inne kryterium oceny. Jak mogę się nim nie zafascynować, kiedy chciałabym być tak pełna pasji jak Maria Elena, kiedy wiem, że nie chcę właśnie tego, czego nie chce Cristina, a czasem, chociaż bardzo rzadko, czuję, jakby moje życie dziwnie przypominało historię Vicky. Od zawsze wiem, że raczej wolałabym zabijać się ze swoim partnerem jak Maria Elena i Juan Antonio niż cierpieć w nudnym pseudozwiązku bez żadnej iskry jak Vicky i Doug. Zdarza mi się nierzadko, że podobnie jak Cristina odczuwam w sobie niespełnione pokłady artyzmu, ale tak jak ona nie uważam, by stwórca zaszczycił mnie jakimś specjalnym talentem.

Oczywiście, przesłanie nie było może odkrywcze, ale nie o to chodzi. Każdy nawet najgłupszy film, który mówi to, co chciałabyś powiedzieć, nie może nie być Twoim kolejnym ulubionym. Po takim filmie oczywiście nabieram nagłej idiotycznej potrzeby zrobienia czegoś wyzwolonego i romantycznego, co w moim wypadku ogranicza się do wyjścia na nocnego papierosa na Targową :> Jakże buńczuczny i szaleńczy akt mojego wyzwolenia :> Durny, durny Serafin. I oczywiście, jakżeby inaczej, znowu popadam w mroczne zastanowienie nad swoim życiem. Oczywiście analizuję kawałek po kawałeczku te połacie czegoś, które dzielą mnie od moich żywiołowych, tysiąc razy bardziej niż ja impulsywnych i artystycznych bohaterek. Durny, bardzo durny Serafin. Głupi film umie mnie idealnie rozpieprzyć.

Właśnie zakochuję się w kolejnej ścieżce dźwiękowej. Tak bardzo chcę do Hiszpanii, że chyba się w pełnym, najprawdziwszym tego słowa znaczeniu popłaczę, najfizyczniej i najfaktyczniej jak potrafię.

Tymczasem w ramach mojego pragnienia robienia rzeczy spontanicznych i właśnie tych, których chcę tak naprawdę, szybkim, zdecydowanym ruchem wypisałam się z mojego angielskiego lektoratu i zapisałam się na początkujący czeski, zajmując tym samym ostatnie wolne miejsce w grupie, które zdawało się czekać właśnie na mnie :>